Jarosław Ciochoń

„Mały Skrzyszów. Tropię to” – finał

 

„Mały Skrzyszów” dobiegł do mety. Katalogi zostały wydrukowane, rozdane i omówione. Nie zabrakło śmiechu i zadumy. Co chwilę ktoś krzyczał, że to „mój samochód”, „moje serduszka” i „mój kościół”. Każdy chciał się pochwalić swoją pracą, jaką wykonał na rzecz całego projektu. Oprócz tego oglądnęliśmy zdjęcia z realizacji „Małego Skrzyszowa”. Miło było cofnąć się w czasie i powspominać, jak to było w sierpniu. Pierwsze zajęcia, scenki w maskach, wycieczka do Nowego Sącza i pociąg, który okazał się najwcześniejszym horrorem w historii kina. Na zakończenie zostały zorganizowane warsztaty z decoupage’u. Każdy miał szansę przygotować dwa pudełeczka: jedno dla siebie, a drugie na prezent. Motywem, który cieszył się największym zainteresowaniem uczestniczek i uczestników, zostały… koty. Wszyscy chcieli mieć pudełeczko z kotem. No i mieli. Czy to definitywny koniec „Małego Skrzyszowa”? Czas pokaże, więc może… do zobaczenia?

 

Zobacz również