Sebastian Świąder

Teatr: Co zamiast przedstawienia?

O doświadczaniu teatru poza spektaklem

Przedstawienie jest właściwym zakończeniem doświadczenia” – pisał Victor Turner, prekursor antropologii widowisk. Pracując nad działaniami teatralnymi z różnymi grupami, dobrze znamy tę wzmagającą się potrzebę. Musimy zrobić spektakl. Trzeba jakoś domknąć, zakończyć czasem długi i trudny okres wspólnych spotkań i zmagań. Niekiedy sami nakładami na siebie taką presję. Częściej jednak spotykamy się z oczekiwaniami ze strony dyrektorów placówek, w których pracujemy, rodziców młodych uczestników naszych zajęć lub też samej grupy. „Robimy teatr, to musi się skończyć przedstawieniem”. I rzeczywiście, czasem układ sił jest na tyle sprzyjający, że powstaje piękny spektakl. Jednak tym razem chcę skupić się na tych przypadkach, kiedy przedstawienia jednak nie będzie. Jest wspólna praca, interesujący proces, świetna grupa, bagaż doświadczeń. Nagle okazuje się, że do dyspozycji mamy jedynie niewielkie pomieszczenie, w którym grupa ledwo się mieści. Albo w trakcie pracy zespół wielokrotnie zmienia skład. Każde spotkanie przynosi nową konstelację osób. Niekiedy naszym przeciwnikiem staje się brak czasu. Jest go zbyt mało, żeby przygotować porządne przedstawienie, z którego wszyscy współtwórcy byliby zadowoleni. Tylko czy spektakl jest jedynym możliwym finałem działań teatralnych?

Pedagogika teatru to obszar, w którym budowanie wspólnego doświadczenie staje się jednym z najważniejszych celów działania teatralnego. Istotny jest sam proces, przez który przechodzi grupa, od początku jej zawiązania po budowanie własnego języka wypowiedzi artystycznej. To, czym pedagogika teatru dzieli się z uczestnikami, to właśnie doświadczenie twórczego procesu. Wychodzimy z założenia, że nie da się zrozumieć teatru, szczególnie tego o bardzo nowoczesnej formule, bez wypróbowania go „na własnej skórze”. Efekt końcowy w postaci spektaklu ma być jedynie uwieńczeniem tego procesu. Grupa zbierająca doświadczenie w trakcie pracy może przekazać to, co udało jej się poznać i wypracować na bardzo wiele sposobów. Kluczem do sukcesu jest dzielenie się własnym doświadczeniem. W jaki sposób możemy je przekazać?

 

Work in progress – praca w procesie

 Warto najpierw zastanowić się, co to właściwie jest „spektakl”. Co sprawia, że przedstawienie jest przedstawieniem? Kiedy możemy uznać, że jakieś działanie jest oczekiwanym finałem? Podstawowym kryterium powinno stać się poczucie satysfakcji grupy z tego, że  wspólnie przez nas wypracowany materiał możemy pokazać widzom. O tym, czy istnieje teatr, w dużej mierze decyduje obecność widzów – tych, którzy nas oglądają. Układ widownia–scena uruchamia najbardziej podstawową strukturę pokazu. Wiele grup teatralnych, w szczególności tych związanych ze sceną alternatywną, praktykuje szczególny rodzaj pokazu pracy work in progress, czyli prezentację „pracy w procesie”. Czasem robi się to po to, żeby przetestować materiał przed nadaniem mu ostatecznych szlifów. Czasem pokazanie jakiegoś ułamka pracy wynika zwyczajnie z chęci podzielenia się z widzami fragmentem przedstawienia, które dopiero za jakiś czas zostanie ukończone. Takie pokazy, w szczególności znanych zespołów teatralnych, zwykle staja się wielkimi wydarzeniami dla wiernych widzów. Pozwalają zajrzeć za kulisy, przyjrzeć się surowemu jeszcze materiałowi teatralnemu i podejrzeć aktorów w pracy. Nieraz zdarza się, że pokaz work in progress znacznie odbiega od tego, co przyniesie późniejsza premiera spektaklu, a to ostatecznie wywołuje rozczarowanie osób, które miały okazję widzieć te pierwsze, niegotowe próby.

W pracy z grupą dzieci i młodzieży, nawet w przypadku bardzo krótkich warsztatów, warto doprowadzać do tego etapu, w którym nawet najprostszy element testujemy w sytuacji scenicznej. Możemy podzielić grupę na dwie części. Jedna niech prezentuje to, co udało się wypracować w trakcie działania, a druga przyjmie rolę widowni. Po skończonym spektaklu zamieniamy się miejscami. W ten sposób naturalnie finalizujemy wspólną pracę: możemy przetestować, co nam wyszło, przyjrzeć się efektom, ocenić, czy chcemy kontynuować pracę. Mamy przy tym rosnące poczucie ukończenia jakiegoś procesu. Czasem najprostsze ćwiczenia i sceny robią wrażanie, jeśli nadamy im rangę sytuacji teatralnej i pokażemy je przychylnym nam widzom.

Warto czasem zaryzykować i zaprosić widownię z zewnątrz właśnie na takim wczesnym etapie pracy. Pokaz może przybrać formę czytania performatywnego, które z powodzeniem praktykuje się  także w dużych, repertuarowych teatrach. Interesujące dramaty, ciekawe teksty prezentuje się przed widzami z bardzo skromną i prostą inscenizacją. Zazwyczaj aktorzy nie uczą się takiego tekstu na pamięć i mają przed sobą egzemplarze scenariusza. Zarysowują jedynie sytuacje lub postacie. Czasem występują w specjalnie przygotowanej scenografii, a niekiedy jedynie przy wyświetlanych z projektora wizualizacjach. Dzięki temu twórcy mogą przetestować materiał do dalszej pracy, sprawdzić reakcję widowni i zachęcić do obejrzenia pełnowymiarowego, gotowego spektaklu.

 

Pochody, marsze, parady

 Wyobraź sobie taką sytuację. Zaczynają się warsztaty, czekasz na grupę w zupełnie nieznanym ci miejscu. Sala wydaje się jednak bardzo mała. Nagle pojawiają się uczestnicy warsztatów – grupa o wiele liczniejsza, niż zakładałeś, zróżnicowana wiekowo. Są w niej nastolatkowie, dzieciaki, które nie potrafią jeszcze czytać, oraz kilku chłopców zainteresowanych głównie bitwą na pięści. Masz tydzień na przygotowanie z nimi wspólnego spektaklu. Próbujesz trzymać się założonego na wstępie planu, ale po pierwszej godzinie już wiesz, że wszystko trzeba zmienić lub poważnie zmodyfikować. Poświęcasz czas na zabawę, poznanie swojej grupy. Co chcą robić? Czym mogą się podzielić? Biegacie wspólnie po podwórzu, poznajecie razem okolicę. Już wiesz, że dookoła dużo się dzieje. Ulice pełne przechodniów, parki pełne ludzi. I grupa dzieciaków, które całymi sobą krzyczą: „Jesteśmy tutaj!”. Szybko wpadasz na pomysł. Wymieniacie się historiami: Co chcecie jeszcze wykrzyczeć? Co powiedzieć sąsiadowi? A przejeżdżającym w samochodach mieszkańcom?

Resztę czasu na warsztatach spędzacie, budując proste, mobilne platformy. Wypisujecie hasła i przygotowujecie transparenty. Szyjecie stroje i ćwiczycie okrzyki. Na dzień pokazu zwołujecie rodziny i znajomych. I wyruszacie na ulicę…

W ten sposób, w ramach akcji „Lato w teatrze”, zbudowaliśmy performatywny pochód z dzieciakami z Domu Kultury na Bydgoskim Przedmieściu w Toruniu. Zamiast spektaklu zorganizowaliśmy wspólnie z uczestnikami protest-paradę. Z wielkim transparentem „JESTEŚMY!” ruszyliśmy na ulice Torunia, wykrzykując po drodze hasła: „Więcej czasu, miłości, wszystkiego!”. Protest skierowaliśmy głównie do dorosłych mieszkańców miasta, rodziców, sąsiadów. Chcieliśmy zamanifestować obecność – „Dzieci są na Bydgoskim!”. Mobilne platformy z rozstawionymi na nich namiotami rozbijaliśmy na placach i skwerkach, jak obozy protestujących podczas akcji „Occupy Wallstreet” w Nowym Jorku. Wciągaliśmy przechodniów do okrzyków, zabawy i wspólnej gry.

Nasz finał był wypadkową możliwości, energii grupy, z którą pracowaliśmy, i wspólnie wynegocjowanym tematem. Ograniczenia, na jakie trafiliśmy, stały się inspiracją do nowego, oryginalnego działania. To, co zastaliśmy na miejscu, zbudowało nam dramaturgię i scenariusz całego wydarzenia.

Można także poeksperymentować z formą „spektaklu w podróży”, według której widzowie i aktorzy wędrują wspólnie od miejsca do miejsca, przyglądając się okolicy jak jednemu wielkiemu spektaklowi. Powoli zaciera się granica między uczestnikiem a przyglądającym się. Tworzy się grupa współuczestnicząca w jednym działaniu. Takie działanie jest szczególnie cenne, gdy widzami wydarzenia stają się mieszkańcy okolicy, w której działamy, przyglądający się dobrze im znanej przestrzeni w zupełnie nowy sposób.

Pochody i lokalne, społeczne defilady to formy niezwykłe, będące czymś pomiędzy wydarzeniem artystycznym a społecznym, wspólnotowym przeżyciem. W wielu miastach w całej Europie organizuje się sąsiedzkie karnawałowe przemarsze ulicami swoich dzielnic. Członkowie lokalnych wspólnot, bywalcy klubów osiedlowych lub świetlic środowiskowych razem wybierają wiodący temat i dekorują przygotowane platformy (np. używając niepotrzebnych wózków z supermarketów). W wyznaczonym dniu i o jednej godzinie wszyscy ruszają ustaloną wcześniej trasą. Marsz kończy się zazwyczaj na miejskim placu wspólną biesiadą i taneczną zabawą. Taki pochód nie musi formować się w imię jakiegoś jednego celu. Staje się spektaklem samym w sobie, wspólnym doświadczeniem budującym tożsamość i zacieśniającym sąsiedzkie więzi.

 

Automat z doświadczeniami

Wchodzisz na własną odpowiedzialność. „Automat z marzeniami” to akcja teatralna przygotowana przez kolektyw Performeria Warszawy. Na początku wita cię ubrany w laboratoryjny kitel człowiek. Przedstawia się jako obsługujący „Automat”. Zapisuje twoje imię na liście oczekujących. Podaje kartkę do wypełnienia: „Jakie masz marzenie?”. Zapisujesz w sekrecie, podajesz obsługującemu. Ten znika za drzwiami. Mija kilka sekund, zaprasza cię do środka. Przechodzisz przez ciemny korytarz, przed kolejnymi drzwiami zatrzymujecie się. Dostajesz opaskę, prosi cię o zawiązanie oczu. Niepewnie uchylasz drzwi. Grupa specjalnie przygotowanych performerów, przy użyciu muzyki na żywo, wiatraka, koca, miski z wodą, mikrofonu i reflektora przekazuje ci doświadczenie twojego osobistego marzenia. Wiesz, że to tylko namiastka, muśnięcie tego, czego pragniesz. Ale i tak robi to na tobie olbrzymie wrażenie. Bo działanie pobudza wszystkie twoje zmysły: węch, smaki, dotyk… Wszystko trwa jedynie kilka minut. Zdejmują ci opaskę. Poznajesz performerów. To był spektakl tylko dla ciebie. Byłeś autorem scenariusza, widzem i aktorem w jednym.

„Automat z marzeniami” jest rodzajem performansu, który może trwać przez długi czas bez ustanku. Wymieniająca się załoga maszyny za każdym razem improwizuje nowy spektakl dla jednego widza. Maszyna wymaga odpowiedniego przygotowania, kilku ćwiczeń dla obsługujących, parę dni wspólnych warsztatów improwizacji, twórczego działania, rozwijania własnej kreatywności, kolektywnego działania. W trakcie akcji staje się czymś pomiędzy eksperymentem a wydarzeniem artystycznym. Zbiorowym przeżyciem wykraczającym daleko poza to, czym może być spektakl.

Zgromadźcie zapas przydatnych rekwizytów. Pamiętajcie, żeby przygotować też coś do jedzenia. Pomyślcie o szerokim wachlarzu smaków: słodki, słony, gorzki, kwaśny. Z pewnością przyda się komputer z dostępem do internetu, aby np. dopasowywać muzykę do sytuacji, którą improwizujecie dla swojego widza. Pamiętajcie, żeby każdy uczestnik czuł się bezpiecznie. Traktujcie go z należytą uwagą, pamiętając, że z zamkniętymi oczami wszystko wydaje się nam większe i bardziej niebezpieczne, niż jest w rzeczywistości.

Maszyna może dotyczyć marzeń, ale możecie eksperymentować z innymi tematami. Pomyślcie o maszynie do odbywania dalekich podróży bez wsiadania do samolotu. Aalbo o automacie, który pozwala spotkać fikcyjną postać…

 

Warsztaty jako finał?

Dla pedagoga teatru podstawowym narzędziem w pracy z ludźmi są warsztaty. Warsztaty są czymś w rodzaju wspólnego performansu. Mają swoją dobrze zaplanowaną dramaturgię, czasem pieczołowicie przygotowany scenariusz. Dzielimy się doświadczeniem teatru poprzez warsztaty, spotkania, wspólną pracę i tworzenie. Czasem zwykłe warsztaty zbliżają się niespodziewanie do formy spektaklu. Już Jerzy Grotowski, reformator teatru XX wieku, postulował odejście od przedstawienia i zwrócenie się w stronę spotkania, zwyczajnego bycia ze sobą, organizowania wspólnego przeżycia, „święta”.

Pracując z grupą młodzieży podczas projektu Podaj Dalej, od samego początku chcieliśmy dzielić się samą metodą prowadzenia warsztatów. Bardzo ważnym etapem przedsięwzięcia był moment, w którym jedna grupa prowadzi dla drugiej warsztaty, przekazując dalej to, czego sama doświadczyła podczas pracy z instruktorami. Uczestnicy stawali się prowadzącymi, a uczestnikami koledzy i koleżanki z zaprzyjaźnionych grup. Szybko okazało się, że poza samym spektaklem to właśnie współodpowiedzialność za proces, dzielenie się nauczoną strukturą, grą czy zadaniem stało się największym teatralnym przeżyciem w tym projekcie.

Działanie razem to ćwiczenie nowych form komunikacji, przekazywania instrukcji, bycie w ciągłym ruchu. To nie tylko wykorzystywanie wyuczonych zachowań i procedur. To żywa reakcja na drugiego człowieka. Finałem pracy może być zaproszenie nowej, szerszej grupy na wspólne warsztaty, które współprowadzą dotychczasowi uczestnicy. Możecie przygotować wcześniej dokładny scenariusz, podzielić się konkretnymi zadaniami. Kto prowadzi rozgrzewkę, kto proponuje gry? Warsztaty mogą być inspirowane książką, filmem, obejrzanym spektaklem. Mogą zakończyć się wspólnym występem albo uliczną akcją. Doświadczenie nie ma granic. Przelewa się tylko od jednej osoby do drugiej, nieustannie ewoluuje.

 

Sebastian Świąder – pedagog teatru, animator kultury, performer i muzyk; absolwent kulturoznawstwa w Instytucie Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego oraz specjalizacji Animacja Kultury; wiceprezes Stowarzyszenia Pedagogów Teatru, z którym inicjuje i współtworzy wiele projektów pedagogiczno-teatralnych w teatrach i instytucjach kultury; projektant i prowadzący warsztatów teatralnych, muzycznych i performatywnych; realizator spektakli i działań performatywnych; współtwórca kolektywu artystycznego Performeria Warszawy. Współpracuje m.in. ze Stowarzyszeniem Katedra Kultury, Towarzystwem Inicjatyw Twórczych „ę”, Instytutem Teatralnym, Teatrem Węgajty. Jest członkiem sieci Latających Animatorów Kultury oraz Kolektywu Terenowego – grupy etnoanimacyjnej. Stypendysta Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Zobacz również