Maja Dobkowska

Mity o kreatywności

Kreatywność, twórczość, myślenie „out of the box”, innowacyjność – ile nazw, tyle nieporozumień. Choć z rozgłosu, jaki ostatnio w dziedzinie edukacji zdobywa hasło „kreatywne myślenie”, należy się tylko cieszyć, warto wiedzieć, że potoczne rozumienie wypacza nieco sens tego pojęcia. Kreatywne jest dziś bowiem niemal wszystko – metody, kredki, warsztat, reklamy, wychowanie, a nawet, o zgrozo, księgowość.
Pomyślałam, że warto zacząć od wyjaśnienia kilku nieporozumień. W edukacyjnym eterze krąży wiele mitów, które zaciemniają obraz i utrudniają pracę nad rozwijaniem tej arcyważnej kompetencji. Przytaczam więc (i obalam) kilka z nich:

1. Kreatywne znaczy szalone.

To romantyczny mit. Słysząc takie opinie, od razu widzę Kordiana na szczycie Mont Blanc wygłaszającego zrozumiałe tylko dla wybranych fantasmagorie. I choć bardzo cenię Słowackiego, wolałabym, żeby kreatywność nie była kojarzona z czymś elitarnym, niezrozumiałym czy oderwanym od rzeczywistości. A niestety tak właśnie jest ona przez wiele osób postrzegana. „Ty nie bądź taki kreatywny” – słyszy być może niejeden uczeń. Kreatywność jawi się więc jako przeciwieństwo racjonalności, synonim bełkotu i nabiera pejoratywnego znaczenia. Sęk w tym, że idea niezrozumiała nawet dla autora staje się wyłącznie formą niepohamowanej ekspresji. To nie jest kreatywność, może natomiast być to początek szaleństwa. Nie idźmy tą drogą.
Takie myślenie o kreatywności, czego wielokrotnie byłam świadkiem, bardzo szybko podchwytują dzieci. Zaczynają wręcz sądzić, że trzeba powiedzieć lub wymyślić coś bez sensu, by być kreatywnym.
I im bardziej to będzie „od czapy” czy szalone, tym bardziej godne będzie przymiotnika „kreatywny” i tym bardziej powinno dorosłych zachwycić. Tak myślące dziecko z pasją paple trzy po trzy, co ma w sobie wiele uroku, ale za grosz kreatywności – przynajmniej w rozumieniu, które będę tu propagować: „kreatywne” to, owszem, nowe i oryginalne, ale również użyteczne, adekwatne, „na temat”.

2. „Kreatywne” to wolne od reguł, a ograniczenia uniemożliwiają kreatywność.

Cóż to za filozofia myśleć twórczo tam, gdzie wszystko wolno? Im więcej myślę o kreatywności, tym bardziej widzę dla niej miejsce właśnie tam, gdzie ciasno od ograniczeń, założeń, reguł, których nie wolno złamać. Tak ciasno, że wydawałoby się, że nic się nie da zrobić. Szach mat po prostu. I tym bardziej doceniam tych, którzy w takich warunkach potrafią dokonać zwrotu, przeskoczyć w inny wymiar i skierować myślenie na nowe, nieodkryte jeszcze ścieżki. Przykładem niech będzie przemysł filmowy. Gatunki filmowe mają, wydawałoby się, jasno określone zasady precyzyjnie odpowiadające oczekiwaniom odbiorców. A przecież nikt nie chce oglądać filmów robionych „na jedno kopyto”. Jak z tego wybrnąć? To zadanie dla kreatywnych głów. Każda kolejna perełka filmowa udowadnia, że ich nie brakuje.

3. Kreatywność jest związana ze sztuką.

Kreatywność jest, owszem, związana z tworzeniem. Ale przecież nie każdy wytwór musi mieć znamiona dzieła artystycznego. Są wynalazki, odkrycia, rozwiązania, które są wytworami i nie można im odmówić kreatywności, ale dziełami sztuki z całą pewnością nie są.

Jak już wspomniałam, kluczowe w definicji kreatywności są trzy przymiotniki: „nowe”, „oryginalne” i „użyteczne”. A zatem: żeby efekt naszych poczynań można było uznać za „kreatywny”, musi on być rozwiązaniem dotąd niespotykanym (przynajmniej w tym kontekście, dla danej osoby lub grupy osób) i spełniającym pewne oczekiwania, odpowiadającym na istniejącą potrzebę. Nie ma zaś mowy o konieczności spełniania – jak w przypadku dzieła sztuki – funkcji estetycznych. Co nie znaczy, że to zabronione.

4. Kreatywne myślenie jest lepsze.

Nie przeceniajmy kreatywnego myślenia. Jest ważne i potrzebne. Ale to tylko jedna z funkcji naszego rozumu. Tak samo ważna jest umiejętność podążania za instrukcją, logicznego wyciągania wniosków, twardej analizy. Nikt przy zdrowych zmysłach nie postuluje odejścia od uczenia dzieci powyższych kompetencji na rzecz kreatywności.
Często przeciwstawia się dwa rodzaje myślenia: myślenie konwergencyjne to za Kopalińskim proces myślowy, w którym następuje gromadzenie faktów i organizowanie ich w porządku logicznym i we właściwej kolejności; myślenie dywergencyjne zaś to rozumowanie zakładające wiele punktów widzenia i obejmujące liczne możliwości rozwiązania problemu, bez troski o „poprawną” odpowiedź czy „logiczny” układ. Lubię myśleć o obu tych sposobach myślenia jak o dwóch nogach, na których się poruszamy. Bez jednej z nich byłoby nam ciężko. Ale która jest ważniejsza? Ta, która w danym momencie utrzymuje nas w równowadze. A to się zmienia w zależności od środowiska, w jakim się poruszamy.

5. Ja na pewno nie jestem kreatywny/kreatywna.

Kreatywne myślenie to jedna z funkcji naszego mózgu. Powiedzieć o sobie: „Nie myślę kreatywnie” – to tak jak powiedzieć: „Nie myślę w ogóle”. Każdy z nas nie tylko może, ale również używa kreatywnego myślenia na co dzień. Prawdą jest jednak, że używamy go w różnym stopniu. To wynika z odmienności zadań, jakie wykonujemy, oczekiwań wobec nas, ale również osobistych predyspozycji. Po prostu jedni mają do kreatywnego myślenia dryg, inni zaś wolą poruszać się w obrębie utartych schematów. Spokojnie – ci drudzy nie są wcale „gorsi”, czasem mogą być nawet wybitni. Nie zaszkodzi jednak trenować w sobie umiejętności przełamywania reguł i nieszablonowego myślenia. A nuż się przyda. Moim skromnym zdaniem: nie raz i nie dwa.

6. Kreatywność jest wrodzona.

Owszem, jak już wspomniałam, rodzimy się z pewnym potencjałem kreatywności – jedni mniejszym, inni większym. Ale potencjał ma to do siebie, że można go rozwijać. Po to wymyślono treningi kreatywnego myślenia – okazuje się, że twórczą postawę można wypracować – wystarczy kilka prostych ćwiczeń i systematyczna praca. A dla tych, którzy nie lubią trenować, też jest szansa – wystarczy pobudzać mózg poprzez różnorodne bodźce: czytanie książek, oglądanie filmów, inspirujące rozmowy, podróże, obcowanie ze sztuką.

7. Kreatywni zmieniają świat.

Tak, to właśnie myślącym w sposób kreatywny umysłom zawdzięczamy postęp, można więc powiedzieć, że pozostawiają po sobie trwały ślad. W ostatnich latach karierę robi słowo „innowacja” – innowatorzy tworzą nowe oprogramowanie, strategie, leki, idee, a zatem zmieniają świat albo przynajmniej pewne środowiska, obszary, rynki, miejsca czy choćby koncerny, dla których pracują.

Nieporozumieniem jest jednak oczekiwanie od każdego młodego człowieka, że weźmie na kark zadanie zmieniania świata w sensie globalnym. I po to właśnie ma być kreatywny. Będzie cudownie, jeśli tak właśnie się stanie, ale, z całym szacunkiem, nie potrzebujemy aż tylu „wywrotowców”.

Wolę, jeśli za cel rozwijania kreatywności stawia się lepsze, pełniejsze i ciekawsze życie. To tak, jakby zyskać umiejętność poruszania się w innym wymiarze. Albo poznać nową, może nie najbliższą, ale za to ciekawą drogę z domu do szkoły czy pracy. Nie zawsze trzeba z niej korzystać, ale warto ją mieć. Kreatywność to również jedna z supermocy, która może się okazać przydatna, gdy znajdziemy się w opałach. Zapomniałeś na śmierć o urodzinach mamy – musisz coś wymyślić i masz na to dwie minuty. Albo jesteś w obcym kraju i właśnie zgubiłeś portfel. Lub gdy do drzwi dzwonią goście, a ty masz w lodówce tylko światło. Wymyśl coś. Nie stój w miejscu. Nie poddawaj się. Po to właśnie jest ta cała kreatywność.

Na deser takie oto często powtarzane zdanie:

8. Dzieci są bardziej kreatywne od dorosłych.

Prawda to czy fałsz? I to, i to. Dzieci, owszem, myślą w pewnym sensie szerzej od nas, dorosłych, ponieważ – przynajmniej dopóki nie rozpoczną edukacji szkolnej – mają w nosie ograniczenia, które blokują nas, dorosłych. Z drugiej jednak strony dla kreatywności istotna jest wiedza o świecie i prawach nim rządzących, a tych dzieciom brakuje.

Podobno najbardziej kreatywni jesteśmy w wieku wczesnej młodości, dorastania. Potrafimy jeszcze wtedy umiarkowanie radzić sobie z blokadami, umysł zaś jest chłonny i elastyczny, a przy tym wypełniony już sporą wiedzą o świecie.

A co z dziećmi? Mają, poza wspomnianym tupetem w łamaniu schematów i zasad, niepohamowaną radość zabawy i tworzenia. A radość to dla kreatywności wspaniała pożywka. Tego więc możemy się uczyć od dzieciaków.

Maja Dobkowska – pedagożka, animatorka, trenerka i nauczycielka. Zajmuje się rozwijaniem kreatywności dzieci i młodzieży, a także osób dorosłych. Prowadzi treningi kreatywności oraz szkolenia z innowacyjności i kreatywnego rozwiązywania problemów. Szkoli nauczycieli, dzieli się pomysłami podczas warsztatów pokazujących, jak wplatać trening twórczości w rzeczywistość szkolną i przedszkolną. Jest certyfikowanym trenerem programu Odyseja Umysłu i jego entuzjastką. W wolnym czasie pisze książki i anty-kolorowanki dla dzieci. Jest mamą 6-letniej Basi i 9-letniej Zośki, z którymi lubi się włóczyć, wymyślając niestworzone historie.

Zobacz również